Spory o pierszeństwo sztuk we Włoszech

BENEDETTO YARCHI

Wykład, w którym rozważa się o pierwszeństwie sztuk i o tym, która z nich jest szlachetniejsza, rzeźba czy malarstwo, wygłoszony publicznie w Akademii Florenckiej w trzecią niedzielą postu roku 1546

Przedmowa

Wszystkie rzeczy całego świata, Wielce Szanowny Konsulu, czcigodni Akademicy i wy wszyscy szlachetni słuchacze, - który ogarniając wszystkie sfery nieba i wszystkie żywioły obejmuje i zawiera nie tylko to wszystko, co istniało, lecz także to wszystko, co być może, ponieważ poza nim nie tylko nie ma żadnych rzeczy, ale nawet żadnej przestrzeni ani żadnej próżni - są albo wieczne, albo nie wieczne. Wieczne, mówiąc po arystotelesowsku, są to te, które nie mając nigdy mieć końca, nigdy się również nie zaczynają, a w konsekwencji nie miały nigdy przyczyny sprawczej, a więc nie było nikogo, kto by je był zrobił i one nazywają się rzeczami niebieskimi, boskimi i nieśmiertelnymi.
Nie wieczne są to te, które mając się kiedyś skończyć miały także jakiś początek, a w konsekwencji sprawczą przyczynę, a więc był ktoś kto je zrobił. Mają one dwie odmiany, ponieważ niektóre stworzone zostały przez Boga za pośrednictwem natury i te nazywa się naturalnymi, ludzkimi i przemijalnymi, a inne zrobili ludzie za pośrednictwem sztuki i te nazywa się wykonanymi sztucznie lub ręcznie. O sprawach boskich, którymi są te wszystkie, jakie znajdują się powyżej żywiołu ognia, mówi i traktuje metafizyk czyli filozof tego co ponadnaturalne. Sprawy ludzkie, którymi są te wszystkie, jakie znajdują się poniżej nieba księżycowego, bada i omawia fizyk, a więc filozof natury. Sztuczne, które są liczne i rozmaite, badają i omawiają liczni i rozmaici przedstawiciele sztuk. I te właśnie rzeczy, choć są dużo mniej wartościowe od naturalnych, tak jak naturalne są nieskończenie mniej doskonałe od boskich, nie tylko udzielają nam wielu i to ogromnych przyjemności, lecz także przynoszą liczne i bardzo wielkie korzyści w doczesnym życiu, którego bez sztuk nie tylko nie dało by się wygodnie przeżyć, ale wręcz przeżyć w ogóle. Dlatego ci, którzy byli ich wynalazcami zostali uznani przez starożytnych za wysoce godnych wielkich nagród i wspaniałych zaszczytów, a nawet wręcz uznani za bóstwa. A i my niewątpliwie, gdyby nam nie brakło wdzięczności dla tych, którzy odnosili wspaniałe sukcesy (co Pliniusz gorzko wspomina), każdego z nich chwalilibyśmy i otaczali honorami w zależności od tego jak szlachetna, lub jak bardzo szlachetnie uprawiana była sztuka [jaką się zajmował]. Ponieważ jednak rozpoznanie tej szlachetności nie jest rzeczą łatwą i każdy chętnie sam daje się przez siebie w błąd wprowadzać, uznaliśmy, że będzie właściwe wypowiedzieć się na ten temat już osiem dni temu, po wyjaśnieniu sensu sonetu Michała Anioła, [opierając się] na tym wszystkim, co zebraliśmy z pism różnych, w rozmaitym czasie piszących pisarzy. Ponieważ jednak naszemu znakomitemu i mądremu konsulowi spodobało się uznać, byśmy o tym powiedzieli osobno, w specjalnym wykładzie, omówimy dzisiaj - dużo szerzej ni żeśmy mieli zamiar - te oto kolejno trzy problemy: 
ˇ pierwszy, jaka sztuka ma najwyższą godność?, 
ˇ drugi, co jest szlachetniejsze, malarstwo czy rzeźba?, 
ˇ trzeci i ostatni, w czym są podobni, a w czym się różnią poeci i malarze. 
Każdy z tych problemów przynosi nie mniej pożytku niż przyjemności, a także jest nie mniej trudny co uczony.
Ponieważ w każdej dyskusji trzeba przede wszystkim - dla uniknięcia wieloznaczności i pomieszania terminów - wyjaśnić główne pojęcia, trzeba wiedzieć, że tak jak nazwa "nauka" [scienza] zawiera, pojęte szeroko, także wszystkie sztuki, tak też szeroko pojęta nazwa ,,sztuka" zawiera także wszystkie nauki, niezależnie od tego, że nauka i sztuka są umiejętnościami bardzo od siebie różnymi. Dlatego chcąc sztukę właściwie omawiać - nie co do tego jaka jest ona sama w sobie, lecz w jaki sposób różni się od nauki - trzeba wyjaśnić pięć umiejętności intelektu, wśród których, jako ich przedmiot, znajdują się zarówno wszystkie nauki jak sztuki, a nie można tego uczynić jaśniej niż dzieląc, jakeśmy już to kiedyś zrobili, duszę ludzką, którą teologowie nazywają w całości rozumem i która przede wszystkim dzieli się na dwie części: na rozum szczegółowy i na rozum powszechny. Rozum szczegółowy dotyczy intencji indywidualnych - jak oni mówią - a więc rozumie i zna jedynie rzeczy szczegółowe, w konsekwencji dające się stworzyć, i zniszczalne; ten rozum, jak stwierdza największy komentator Arystotelesa [Awerroes], był przezeń nazywany władzą myślenia; jest on wprawdzie śmiertelny, nie ma go jednak w dzikich zwierzętach, które za to mają rozum osądzający, dużo mniej doskonały, niż myślący rozum ludzki. Rozum powszechny dotyczy powszechnych intencji, a więc zna i rozważa jedynie rzeczy nie tylko pozbawione wszelkiej materii, lecz także ogołocone z wszelkich namiętności i materialnych przypadłości, a w konsekwencji nie stworzone i niezniszczalne. Ten rozum, który właściwy jest człowiekowi, dzieli się jeszcze dalej na dwie części: na rozum wyższy, a więc intelekt spekulatywny bądź kontemplacyjny, i na rozum niższy, a więc intelekt praktyczny, czyli aktywny. W rozumie wyższym znajdują się trzy umiejętności kontemplacyjne, z których pierwsza przez filozofów zwana jest ogólną nazwą intelektu, a jest to wiedza o pierwszych zasadach; druga nazywa się mądrością, która choć zawiera w sobie pierwszą i trzecią jest jednak od nich obu odrębna. Trzecia nazywa się nauką, a jest ona niczym innym, jak tylko znajomością rzeczy powszechnych i koniecznych a w konsekwencji wiecznych, którą się posiada dzięki dowodom. Widać więc z tego wyraźnie, że nauki na wszelkie sposoby znajdują się w tym wyższym rozumie, czyli intelekcie kontemplacyjnym, gdyż ich wszystkich celem jest spekulacja [myślowa], a więc kontemplacja przyczyn rzeczy i wiedza o ich prawdziwości. W rozumie niższym, którego celem nie jest poznawanie i rozumienie, lecz robienie czegoś i działanie, znajdują się dwie inne umiejętności praktyczne: zdolność działania - w której zawiera się roztropność, przywódca wszystkich cnót moralnych - i zdolność produkowania, przełożona ponad wszystkimi sztukami. I tak, jak z trzech umiejętności spekulatywnych pierwszą i najszlachetniejszą jest intelekt, tak z dwóch praktycznych umiejętność produkowania jest ostatnią i najmniej godną. I z tego podziału dokonanego przez filozofa [Arystotelesa] w czwartym rozdziale szóstej księgi Etyki każdy może się dowiedzieć po pierwsze, co to właściwie jest nauka, a [po drugie] co właściwie sztuka, choć wyjaśnimy to obszerniej w definicji sztuki, która będąc umiejętnością intelektu nie daje się wyjaśnić zanim się przedtem nie pojęło, jakie znaczenie i sens ma to słowo. A bez wyżej przez nas dokonanego rozróżnienia było to w ogóle niemożliwe: bo skoro wszystkie nauki znajdują się w rozumie wyższym i mają cel bardziej szlachetny, a więc kontemplację, są one bez żadnej wątpliwości bardziej szlachetne niż wszystkie sztuki, które są poddane rozumowi niższemu, a cel mają mniej szlachetny, mianowicie działanie.

Pierwszy wykład

[...] Prawdą jest, że żadna sztuka nie została wynaleziona i doprowadzona do doskonałości w jednym [krótkim okresie] czasu i przez jednego człowieka, lecz [przechodziła] z rąk do rąk wielu [ludzi], gdyż zawsze się postępuje dodając to czego brak, bądź oczyszczając to co jest niewygładzone i niedoskonałe. I dlatego Dante nie mniej prawdziwie co słusznie powiedział w XI pieśni Czyśćca:

Sądził Cimabae, że wszystkich olśniewa, 
A dzisiaj Giotto pierwszy staje w rzędzie 
I tak, że rozgłos onego przyćmiewa. 
Tak jeden Gwido po drugim narzędzie 
Wziął stylu, a już może wnet powstanie 
Taki, co po nich w ich gnieździe usiędzie.

Sądzę też, że można słusznie powiedzieć, iż żadna ze sztuk nie doszła jeszcze do swego szczytu, [osiągając taki stan] że nie można by niczego ani dodać, ani ująć, a to samo, i to w jeszcze większym stopniu stwierdzam o naukach.
Niektóre ze sztuk nazywają się wolnymi [liberali], a więc godnymi ludzi wolnych a nie niewolników, i uważa się na ogół, że jest ich siedem, z których trzy dotyczą mowy: gramatyka, retoryka i dialektyka, a cztery dotyczą ilości: geometria, arytmetyka, muzyka i astronomia. Jest to tak spopularyzowany podział, że aż Burchiello napisał o tym sonet mówiąc:

Siedem sztuk jest wolnych, z nich pierwsza, itd.

A inne sztuki są niewolne [illiberali], a więc takie, które nie były odpowiednie dla ludzi wolnych i które mogli uprawiać także niewolnicy. Niektóre ze sztuk polegają jedynie na rozmyślaniu, jak fizyka, astrologia i wszystkie inne, które naprawdę są naukami; niektóre polegają na czynnościach i te są dwóch rodzajów, ponieważ w przypadku niektórych po działaniu pozostaje jakieś dzieło, jak w architekturze, gdzie po [czynności] budowania pozostaje i daje się oglądać rzecz zrobiona, a więc budynek, jak też w rzeźbie, malarstwie i niezliczonych innych [sztukach]. Niektóre z nich tak znów działają, że po [dokonaniu] czynności nie pozostaje żadne dzieło, jak w sztuce konnej jazdy, skakania, śpiewania, grania i innych podobnych. [...]

W czym są podobni poeci i malarze, a w czym się różnią. Wykład trzeci i ostatni

Zobaczywszy, że wszystkie sztuki znajdują się w drugiej i ostatniej części intelektu praktycznego, który nazywa się zdolnością wytwarzania, i że każda zyskuje swą szlachetność i jedność od swego celu, tak że wszystkie mające taki sam cel są jedną i tą samą [sztuką] i równie są szlachetne, a ponieważ cel malarstwa i poezji jest taki sam, jak niektórzy sądzą , a więc - o ile to tylko możliwe - naśladowanie natury, stają się one przeto jedną sztuką i jednako szlachetną. A przecież często pisarze dają malarzom to co przynależy poetom i przeciwnie. Dante, który, jak już wiele razy mówiliśmy, wiedział wszystko i wszystko napisał umieścił w 29 pieśni Czyśćca słowa:

Ezechijela czytaj, który to zmalował.

A gdzie indziej używając przenośni o rzeźbiarzu:

O bracie - odrzekł - jest tutaj kto inny -
I wskazał palcem - bardziej godzien części, 
Bieglejszy kowacz swej mowy rodzimej.

A któż nie wie, że istnieją liczne określenia malowideł przystosowane do poetów, jak:

Mądry malarz starożytnych wspomnień,

a więc pisarz, a przypadki odwrotne istnieją także; bardzo często się ich zestawia, jak to Horacy mówi w Poetyce:

Malarze i poeci mieli zawsze słusznie [im daną] 
Swobodę, by śmiało tworzyć, co im się podoba.

I dalej:

Poemat to jak obraz: jeden cię bardziej ujmie 
Jeśli staniesz blisko, drugi z większej odległości.

Winniśmy jednak zwrócić uwagę, że poezja nazywa się sztuką nie dlatego, by była rzeczą dającą się wytworzyć, lecz dlatego, że ujęto ją w przepisy i pouczenia [...]

[...] choć więc poeci i malarze naśladują, nie naśladują jednak ani tego samego, ani w ten sam sposób. Ci naśladują słowami, tamci kolorami; dlatego wydaje się, że pomiędzy poezją i malarstwem jest taka różnica, jak pomiędzy duszą i ciałem. Choć prawdą jest, że tak jak poeci opisują rzeczy widoczne zewnętrznie, tak malarze ile tylko mogą pokazują to co wewnętrzne, a więc uczucia, a pierwszym, który to czynił w starożytności, był - wedle tego co opowiada Pliniusz - Arystydes Tebańczyk, a w czasach nowożytnych Giotto, prawdą jest jednak również, że malarze nie mogą równie szczęśliwie wyrazić tego co wewnętrzne, jak tego co na zewnątrz. A jednak Molza powiedział:

Że ducha wzniosłego, któregoście ukryli, 
Ręką bądź rylcem wyrazić się nie da.
Ni w barwach przedstawić - choć są co tak sądzą -
Znaczeń wytwornych i pełnych zasługi."

Aby tę sprawę obszerniej wyjaśnić winniśmy wiedzieć, że malarze, choć w portretowaniu rzeczy naturalnych naturę naśladować muszą i tak jak potrafią wyrażać prawdę, niemniej mogą, a nawet winni, tak jak poeci, zażywać pewnej swobody, dlatego tak chwalono roztropność Apellesa, który mając za zadanie przedstawić Antygona, ślepego na jedno oko, tak umieścił postać, że oka nie można było zobaczyć. Tego nie mógłby zrobić rzeźbiarz w [dziele] całkowicie wypukłym. A ci, którzy malowali Peryklesa - ponieważ miał głowę spiczastą i, jak my mówimy, po genueńsku - przedstawiali go z hełmem na głowie; to natomiast rzeźbiarze mogliby czynić podobnie. Bardzo też ceniono umiejętność i przezorność Tymantesa, który w Ofierze Ifigenii przedstawiwszy żal Kalchasa, ból Ulissesa, płacz Ajaksa, rozpacz Menelausa i musząc przedstawić Agamemnona, który by - jako jej ojciec - przewyższył smutkiem i rozpaczą ich wszystkich, namalował go z zakrytą głową, choć w ten sposób ukazał - jak pisze Valerius Maximus - że sztuka nie może dorównać naturze, umiejąc bowiem dobrze odmalować łzy wieszczbiarza, ból przyjaciół, płacz brata nie potrafiła już oddać uczuć ojca. Ceni się także Wulkana Alkamenesa, który dobrze ujawnia, że pod szatą jest chromy, lecz w sposób, który przyczynia mu gracji i sprawia wrażenie, że to do niego pasuje. Jak pokazują przykłady, stosowanie takich zabiegów, chwytów, umiejętnych rozwiązań i zróżnicowań wspólne jest rzeźbiarzom i malarzom.
Malarze i rzeźbiarze - jak mówi Cycero - w tym są także podobni do dobrych poetów, że przedstawiają swe dzieła publicznie i że w rezultacie, usłyszawszy opinię ogółu, mogą poprawić je w tych rzeczach, które zyskały najwięcej krytyki. Dlatego Apelles - stojąc ukryty za swym dziełem, ażeby usłyszeć co o nim mówią - poprawił coś tam niewłaściwego w przedstawieniu obuwia, usłyszawszy uwagi poczynione przez szewca, a ten rozzuchwalony skrytykował też nogę, lecz otrzymał od Apellesa odpowiedź (która stała się przysłowiem): "Niechaj szewc nie ocenia nic poza butem".


Jest jeszcze wiele innych podobieństw pomiędzy poetami i malarzami, a co do mnie, ponieważ nie mam żadnej wątpliwości, że być malarzem bardzo pomaga w poezji, uważam też, ,że poezja nieskończenie pomaga malarzom. Opowiada się dlatego, że Zeuksis, który odznaczał się tak wielką znakomitością, ukazywał kobiety wielkie i potężne idąc w tym za Homerem. A Pliniusz opowiada, że Apelles namalował Dianę wśród chóru składających ofiarę dziewcząt w taki sposób, że przewyższył, to samo opisujące, wiersze Homera. Można to także stwierdzić w Wilczycy, karmiącej i wylizującej Romulusa i Remusa, opisanej najpierw przez Cycerona a później przez Wergiliusza, z takimi samymi ruchami i tak samo ujętej, jak się to widzi dziś na Kapitolu. A ja nie wątpię bynajmniej, że Michał Anioł, tak jak w poezji naśladował Dantego, czynił to też w swych dziełach, nie tylko udzielając im tej wielkości i tego majestatu, jakie widzi się w koncepcjach Dantego, lecz także starając się w marmurze i przy pomocy barw dokonać tego samego, co tamten zrobił posługując się zdaniami i słowem. A któż by wątpił, że malując Sąd w rzymskiej kaplicy musiał mieć przed oczyma dzieło Dantego, które całe w swej zachowywał pamięci? Aby nie mówić ogólników: czyż każdemu kto widzi jego Charona nie przychodzi zaraz na myśl ten tercet Dantego:

Bies Charon ócz swych zaświeca latarnie,
Drogę wskazując i kupą ich goni,
A gdzie nie idą w ład, tam wiosłem garnie.

A któż zobaczywszy Minosa nie przypomni, sobie tamtego z piątej pieśni Pieklą?

Tu żywię Minos, ów sędzia prastary; 
Zgrzytając, grzechy roztrząsa u proga; 
Sądzi i chwostern znaczy stopnie kary.

A kto ogląda jego Piętę, czyż nie dostrzega w tym marmurze prawdziwego i jak żywego zdania z tego wersu, gdzie Dante ukazuje się nie mniej poetą co malarzem?

Żyw zdał się żywym, a martwi martwymi.

A jeśli by ktoś pragnął zobaczyć, jak można opisać postacie, które maluje Michał Anioł, nie mniej poeta niż malarz, niechaj całego czyta Dantego, ale szczególnie dziesiątą i dwunastą pieśń Czyśćca. A któż w dzieciątku Madonny z kaplicy u Św. Wawrzyńca nie widzi cudownie w marmurze wyrażonych tych dwóch przepięknych porównań? Jedno w dwudziestej trzeciej pieśni Raju:

A jak dziecina, kiedy nakarmiona, 
Gestem wskazując, co jej w duszy świta, 
Do matki swojej wyciąga ramiona,

a drugie w trzydziestej:

Nigdy dziecina, kiedy się ocuca,
W późniejszej, niźli jeść zwykła, godzinie,
Tak się skwapliwie do piersi nie rzuca.

Któż jednak mógłby kiedykolwiek, nie powiem - dość chwalić, lecz dość podziwiać geniusz i sąd tego człowieka, który mając wykonać grobowce księcia Nemours i księcia Lorenzo de' Medici, w czterech marmurach wyraził, tak jak to Dante w wierszach czyni, swój najwznioślejszy pomysł? Sądzę, iż chcąc wyrazić przekonanie, że grobowiec każdego z nich nosić winna nie jedna półkula lecz glob cały, jednemu dał Noc i Dzień, drugiemu Jutrzenkę i Zmierzch, aby ich ramować i osłaniać, jak to czynią z ziemią. To samo nieraz zauważał Dante, a zwłaszcza w pierwszej pieśni Raju, gdzie mówił:

Tu więc był ranek, a wieczór w nizinie: 
Czarność zapadła w ziemskiej półkulicy, 
A świt wybielił przestworne pustynie,

jakeśmy to objaśnili i obszerniej gdzie indziej objaśnimy.
I tutaj, jako że już o dobry kawałek przekroczyliśmy godzinę, położymy temu wykładowi kres, najpierw Bożej łaskawości, a potem Waszej uprzejmości nieskończone dzięki składając.

 

BENEDETTO VARCHI (1503 - 1565)

Prawnik z wykształcenia i notariusz, zajmujący się filozofią i literaturą. Od 1543 r. należał do Accademia Fiorentina. Został później jej konsulem. W swych wykładach w Akademii posługiwał się dobrą znajomością filozofii starożytnej, zwłaszcza Arystotelesa i Platona. W 1547 r. wygłosiwszy dwa wykłady na temat sztuki (w jednym analizował sonet Michała Anioła, w drugim rozważał stosunek sztuk) zorganizował ankietę na temat wyższości rzeźby lub malarstwa, zwracając się do wielu artystów.

 

Za:

Teoretycy, pisarze i artyści o sztuce 1500 - 1600, wybrał i opracował Jan Białostocki, PWN 1985r.